Polka Away

W poszukiwaniu sensu ….

Cofnąć się w czasie

| 0 comments

I gdzie wylądować?

Jak lecisz samolotem dłużej niż 7 godzin to zdecydowanie musisz mieć plan co tak na prawdę będziesz w nim przez ten cały czas robić. Możesz oczywiście spać, jeśli naturalnie szum silników i to kameralne puszkowe wnętrze Ci na to pozwoli. Możesz zapoznać się z repertuarem pokładowym, który niestety nie zawsze jest najtrafniejszy, biorąc pod uwagę okoliczności, czyli trasę i wysokość w chmurach. Ostatnio podczas mojej podroży z Bogoty zapodano nam niepowtarzalną możliwość świadkowania uprowadzenia kobiet podróżujących po Ekwadorze i Kolumbii! Jakże idealny wybór! Na szczęście w drodze powrotnej. Z innych dostępnych opcji: to możesz też i czytać, jeśli potrafisz się skupić w takich warunkach. Ja natomiast dużo myślę, żeby naturalnie nie myśleć o tym, że lecę, zwłaszcza jeśli pode mną jest dużo wody! Niektórzy, Ci o żelaznych nerwach, potrafią godzinami wpatrywać się w wirtualną mapę lotu i śmiało śledzić trasę samolotu. Ten typ wielogodzinnej rozrywki został już dawno przeze mnie wyeliminowany i stanowczo stawiam na zajęcie mojej twórczej głowy zupełnie innym tematem. Zamykam oczy i odlatuję… z własnymi myślami… To taka chwila (dość długa chwila) gdzie, tak na prawdę możemy być samym ze sobą i ze swoimi myślami, bo w sumie przecież nie ma wyjścia. Jesteśmy uwiezieni, gdzieś tam w otchłani powietrznej i albo mamy pomysł na zaprzątniecie głowy, albo też podróż będzie bolesnym doświadczeniem dla ciała i pewnie i naszej duszy.

Tak więc ostatnim razem poddałam się bezwładnie tej  właśnie ceremonii samolotowej fantazji. Odważnie pozwoliłam na to, żeby moja wyobraźnia, gdzieś tam unosząca się wraz z moim ciałem prawdopodobnie nawet i 38.000 stóp na Atlantykiem, była również gdzieś tam wysoko ….dokładnie w chmurach.  I co?

I poszło….

Zaczęłam się, nie wiedzieć skąd, zastanawiać co by było, gdyby jednak samolot płynąc pod prąd czasu, również się w nim i cofał??? I zamiast w 21 wieku tak po prostu wylądował by na początku 20-go? W erze jazzu, nowej mody, prohibicji i nowych karier. Może wtedy miałabym szansę, gdzieś tam zabłysnąć z tym moim niekonwencjonalnym myśleniem, które na wówczas byłoby z pewnością przełomowe. Dodatkowo ta nieuporządkowana fantazja mogłaby być moją ponadczasową przepustką do czegoś na prawdę artystycznego ??  Wylądowałabym na przykład Nowy Jorku, tuż nieopodal  tych pierwszych włoskich emigrantów, być może nawet i samej mafii niejakiego Don Vito Cascio Ferro. Mieszkałabym gdzieś pewnie na Brooklynie, a wieczorami byłabym stałym bywalcem zacnego Cotton Club. Jakoś obecnie nie jestem zagorzałą wielbicielką jazzu (nad czym czasami jednak ubolewam), ale może właśnie dlatego, że gdzieś tam kiedyś za dużo było go w moim życiu (tym fantazyjnym)! Dokładnie w chwili, kiedy oczami mojej własnej wyobraźni widziałam już samą siebie wchodzącą do jednej z nowojorskich kawiarni, poproszono nas brutalnie o zapięcie pasów. Nerwowo sprawdziłam gdzie dokładnie jest nas samolot, tak, jakby miało mi to w czym pomóc, bo przecież większa część mojej podroży jest dokładnie nad Wielka Wodą!

Ponownie zamknęłam oczy, zmuszając tym samym siebie a raczej mój rozdygotany umysł do oddania się ponownie niepoprawnej fantazji. Zajęło mi to jednak tym razem dłuższą chwilę, bo samolotem na prawdę trzęsło a informacja, którą zupełnie nie potrzebowałam, nie pomagała mi się zrelaksować.

Myśl jednak nie wróciła do Nowego Jorku, jakoś znienacka pojawiło się Chicago (zupełnie nie na trasie mojego lotu) i wiek XIX. Dokładnie w tym właśnie czasie w Chicago było tyle deszczu, że miasto poważnie tonęło w błocie. Uratować je miała operacja podniesienia miasta o dwa, trzy metry, a pomysłodawcą był inżynier Ellis Chesbbrough.   To był okres duru brzusznego i epidemii cholery. Ale zaraz?! A gdzie Ja w tym wszystkim?? No mam nadzieje, że nie w grupie cholery, nie mam też żadnych zadatków na pielęgniarkę, więc kariera siostry miłosierdzia zdecydowanie nie mogła i ni jest mi pisana! To niby gdzie miałabym wylądować?? W tej dużej grupie Emigrantów z Polski?? Ponoć w tym czasie przybyło ich do Chicago aż 4 mln! Hmmm , ale zaraz a może pracowałabym w “Gazecie Polskiej”? To akurat mogę sobie wyobrazić…

W chwili gdy poczułam się dość komfortowo z myślą bycia chicagowską, polską, emigrancką dziennikarką, uprzejmie zaczęto serwować śniadanie a rażące światło skutecznie przegoniło fantazję z XIX wieku….

 

Follow and like me:
RSS
Follow by Email
Facebook
Google+
http://polkaaway.com/cofnac-sie-w-czasie/
Twitter
PINTEREST
LinkedIn
INSTAGRAM

Leave a Reply

Required fields are marked *.