Polka Away

W poszukiwaniu sensu ….

Postanowienia sardyńskie

| 0 comments

Skąd to się wzięło, że wszystkie nasze plany muszą akurat powstać w dzień, który absolutnie nie ma mentalnego miejsca na jakiekolwiek planowanie.

Ostatni dzień roku jest dla mnie dniem okrutnie przygnębiającym. Coś się kończy a coś (pieron wie co) zaraz się zaczyna. Niby dlaczego i skąd mam mieć nastrój na wizjonerskie budowanie mojej przyszłości.

Pierwszy dzień nowego roku jest dniem jeszcze bardziej duchowo ponurym. Albo dochodzisz do siebie po dniu wczorajszym, albo też otaczająca Cię cisza uzmysławia Ci jednak , że krew wciąż jednak płynie. Tylko jej szum bowiem słychać…..

Ta cisza dnia pierwszego jest głucha i najzwyczajniej martwa. Wszystko przecież po prostu śpi. I właśnie wtedy i w takich warunkach oczekiwaniem jest, że wstaniesz, usiądziesz i w dodatku jeszcze spłodzisz swoje postanowienia noworoczne. Nie dziwota, że większość nigdy nie jest dotrzymanych. Pisane są przecież pod wpływem niestrawionego alkoholu i potencjalnie również bólu głowy. Cytując za Google (który rzekomo wie, albo raczej ma dostęp prawie do wszystkiego) 80% wszystkich postanowień  ma status już niedotrzymanych jeszcze przed upływem lutego. Tak więc z definicji skazani jesteśmy na okrutną porażkę. A jednak, wciąż nie wiedzieć czemu śmiało je sobie planujemy i to dokładnie w dniu, w którym absolutnie się do tego nie nadaje.

W poszukiwaniu źródeł

Zainteresowana tematem idiotycznego jak dla mnie obyczaju, postanowiłam zgłębić genezę i stawić śmiało jej czoła.  A raczej ją zrewidować. No rewizja nie miała dotyczyć akurat jej korzeni, bo one przecież są tam gdzie są i jedynie może je wyrwać a fizycznych prac nie miałam jednak w planach. Badać natomiast chciałam jej  ponadczasowe, błędne wszak zastosowanie. Moje dotychczasowe doświadczenie na płaszczyźnie może bardziej zawodowej podpowiada mi ochoczo, że często robimy to co robimy zupełnie nie wiedzieć dlaczego. Idąc tym właśnie tropem zamierzałam to sprawdzić.

I co? No i szemrana, pogańska tradycja sięga 4.000 lat wstecz. To starożytni babilończycy składali bogom obietnice zwrotu zaciągniętych długów oraz przedmiotów. I to miało sens, nie tylko praktyczne ale i szlachetne. Skoro pożyczasz to masz zwrócić i lepiej żebyś jednak terminu dotrzymał. No i jakim niby cudem skończyło się to na noworocznych obietnicach: chudnięcia, zmiany pracy i podróżowania…?? Gdzieś pierwotna intencja daleko chyba się rozmyła…..albo nas trochę w zastosowaniu poniosło…

I co teraz?

Skoro już wiemy to co wiemy, dlaczego zatem nasze twórcze, ambitne postanowienia nie mogą jednak być tworzone w bardziej sprzyjających do tego warunkach? (i to nie jest pytanie retoryczne!)  Wizja w pięknie, a nie w bólu i na kacu tworzyć się przecież powinna.

Czy nie byłoby przyjemniej, bardziej twórczo i świeżo, gdyby nasze zobowiązania nie w dzień po-sylwestrowy a na wakacjach tworzone były? Gdzie, jeśli nie tam, energię i odkrywczy, wypoczęty umysł mamy? To właśnie tylko taki stan naszego łba podoła pracy kreatywnej. Wtedy akurat możemy poczuć potrzebę do zmiany! Czyż nie wszystko na motywacji tutaj się opiera? A jaką Ty motywację niby masz w dniu po nieprzespanej nocy i hucznej zabawie??

Więc jakżem skonkludowała, tak też wdrożyłam!

Nie wiem czy będę miała taką siłę przebicia jak babilończycy, ale niemniej jednak postanawiam śmiało wprowadzić nowy obyczaj! Moje postanowienia noworoczne (tu chyba będzie trzeba jednak i nazwę jakoś zmienić) będą komponowane na wakacjach (tak! właśnie ten czasownik miałam na myśli !, komponowane …niczym muzyka, lekko i finezyjnie). Będą tworzone w klapeczkach i w okularach słonecznych. Wtedy gdy nic mnie nie ściska, nic nie uwiera, jestem tam, gdzie wybrałam. Jestem wyspana, trzeźwa i syta. Zgodnie z piramidą Maslowa, podstawowe potrzeby muszą być najpierw zaspokojone, coby dusza (i wyobraźnia) na oryginalność postawiła.

I tym oto sposobem mam swoją listę postanowień noworocznych (sardyńskich). Stworzona we wrześniu i już realizowana! Świadoma i realna! Lista – całe sztuk 4. Mało?  Nie wiem, chyba wystarczy ! Porównując do listy 15, której stopień realizacji był dokładnie i precyzyjnie równy zero, wydaje mi się, że przy tej jestem po prostu skazana na sukces!

Spróbuj i Ty!

 

Follow and like me:
RSS
Follow by Email
Facebook
Google+
http://polkaaway.com/postanowienia-sardynskie/
Twitter
PINTEREST
LinkedIn
INSTAGRAM

Leave a Reply

Required fields are marked *.